środa, 8 października 2014

Próżna pustka i Ból..

Wspominając dawne czasy pełne wewnętrznego przepychu.  Po prostu kamienieję i nikt tego nie zmieni, chyba. Cierpię w samotności mojego wnętrza. I nawet już pisanie wydaje mi się głupie. Czyżby wrócić do anonimowości w sieci. Poddać się ? zapomnieć o sobie ?  Nie wiem. Czas pokaże.. Na razie jednak trwam w tym co pozostało. Czyli próbuję wypełniać pustkę swego wnętrza. Które już dawno umarło, na oczach zdruzgotanej tym następstwem matki. Nic już nie jest takie jak dawniej. A rozkopujące te rany wspomnienia powoli się zacierają i odchodzą w niebyt. Powoli już zatracam siebie. Cóż mi pozostanie ? Chyba tylko strach przed tą powiększającą się pustką.. Na razie nic mój przyjacielu, na razie nic nie potrafię dla ciebie. Jestem rozbitkiem swej duszy zmierzającej chyba do ekstremalnego doświadczenia pustki. Chodź Czart go wie o co "kaman" w tym życiu.. Na razie jednak obserwuje swój upadek w nieznane dla mnie rejony istnienia. Chodź nadejdzie kiedyś chwila, Chwila która trwa wiecznie i nie umiera.

wtorek, 7 października 2014

Mma pycha

Ja już sam nie wiem. Jestem teraz nikim. Lubię się dołować. Lubię patrzeć na wszystko i wszystkich z pozycji nienawiści i swej niższości, która to niższość napędza moją nienawiść. Jestem już pustą skórką dawnego mnie jako pełnego wewnętrznego dynamizmu. Lecz pozostał tylko popiół i zgliszcza. Nie wiem już co tu pisać - dawne wewnętrzne doświadczenie minęło na rzecz pustki. Stałem się istotą dążącą do zmysłowych przyjemności. I nie wiem co już napisać..

czwartek, 2 października 2014

Normalny populista zła

Jestem ograniczony, bujne dżungle wewnętrznienia chcą się przebić ponad codzienność zalaną monotonią. Ostatnimi czasy jestem totalnie spłukany jeśli chodzi o wnętrze. Kurwa nic nie osiągnąłem co dawało by mi iluzję szczęścia i ważności mojego ogniwa w systemie. Ostatnimi czasy cierpię niewymowną samotnością i opuszczeniem standardu. Jestem jak rozbitek z anielskiej rzeczywistości, który wylądował w piekle złożonym z nicości. Chodź dla mnie Boga już nie ma, to atakuję swoją zawziętością parapsychicznie ludzi którym wydaje się że są szczęśliwi a tak naprawdę są jak wirus na tej planecie. Chuj z takimi ludźmi uwięzionymi w mroku swej ułudy. Mam już dość, naprawdę dość. I nic kurwa.. I nic nie zastąpi tego bólu, chyba że śmierć. Czekam tu jak samuraj na ofiarę, czekam tu na śmierć.. Oczywiście widzę między siebie ludzi uśmiechniętych.  Jestem już bardzo płytko zaklinowany w rzeczywistości. Czarnieję jeśli chodzi o wnętrze. Niestety nie mam siły by cieszyć się ze swego upadku. Tak naprawdę to cierpienie to tylko iluzja. Ale czy jeśli wyprę się cierpienia, to czy wyprę się części mnie? Chuj go wie.. Na razie objeżdżam niczym rajdowiec swe wnętrze. I chuja w sobie widzę, totalna nieskończoność..